Rodzinne plażowanie





Barcelona ma podobno jedne z najładniejszych plaż miejskich na świecie. Może faktycznie infrastruktura jest bardzo dobra, sztab ludzi i maszyn pracuje nad utrzymaniem czystości, ale i tak są to plaże w wielkiej aglomeracji. 


Jeśli w sezonie usiądziemy na plaży nie musimy smarować się kremem, bo gdy pani obok na kocu pryska się emulsją, my na skórze też będziemy mieć odpowiednią warstwę ochronną. Zabawek dla dziecka też nie musimy zabierać ze sobą, bo zawsze może się pobawić tymi z prawej i lewej strony... Ilość przypadających osób na metr kwadratowy na plaży w Barcelonie jest imponująca. Może niektórzy to lubią (przytulać się można równocześnie do męża i do pana z koca obok), ja jednak tęskniłam za trochę większą swobodą. 

Dwa lata temu czasem jeździliśmy pociągiem na plażę do Sant Pol de Mar, ale trochę się zdziwiliśmy, kiedy dotarliśmy tam w poprzednim roku, bo... plaży nie było. Morze pochłonęło cały piasek i zostały gołe, strome skały. Zresztą, na północ od Barcelony plaże są mało przyjazne dzieciom, bo morze jest bardzo głębokie. 

W ten weekend odkryliśmy idealne dla nas miejsce - plaża w Delta Llobregat. I sprawdza się zasada, że jeśli plaża jest dalej niż 50 m od parkingu, nie ma na niej prawie nikogo. My, przyzwyczajeni do tłoku na plażach miejskich, nie mogliśmy uwierzyć, że prawie całą plażę mamy dla siebie. Pojechaliśmy do El Remolar - Filipines, o którym pisałam już tutaj. Tym razem jednak po 20 minutowym spacerze wzdłuż rzeki skręciliśmy na ścieżkę prowadzącą na plażę. I to był prawdziwy raj dla dzieci... Muszelki, piasek, morze... I wszystko dla nas...
















View Larger Map

Post opublikowany na stronie http://barcelonazdzieckiem.blox.pl 5 maja 2013 roku

Komentarze