TANCANT PER VACANCES...

Barcelona

... ten napis jest teraz na niemal wszystkich drzwiach sklepów, punktów usługowych, ale i restauracji i barów. Gdyby nie sklep prowadzony przez Chińczyków, w mojej okolicy trudno byłoby nawet kupić chleb. 


Zwyczajnie, sierpień, czyli Hiszpanie są na wakacjach. Podobnie jest chyba we Francji. Pierwszy raz z masową sierpniową migracją spotkałam się kilka lat temu na Korsyce. Przyjechaliśmy na wędrówkę po górach i próbowaliśmy kupić w Bastii butlę z gazem do gotowania. Niestety, wszystkie sklepy turystyczne w szczycie sezonu turystycznego są zamknięte. A co, właścicielom i sprzedawcom wakacje też się należą. 

W Hiszpanii jest podobnie. Rejestracja naszego samochodu trwała o miesiąc dłużej. Mimo, że liczyliśmy na wycieczki własnym pojazdem w sierpniu, nic z tego. Potrzebna była jedna pieczątka z ministerstwa w Madrycie. A że był to właśnie początek sierpnia, poinformowano nas, że urzędnicy, którzy potrafią przybić ową pieczątkę, wygrzewają się właśnie z rodziną na wakacjach. Oczywiście nikt kompetentny, zdolny dopełnić formalności i przystawić okrągłą pieczęć, w urzędzie w sierpniu nie przebywa. Cóż, cierpliwie poczekaliśmy do września. 

Pech chciał, że w połowie lipca ubiegłego roku popsuł nam się domofon. Udało się nam nawet skontaktować z firmą odpowiedzialną za naprawę, ale poinformowali nas, że wszyscy pracownicy w sierpniu będą na urlopie. Ostatecznie, po długich negocjacjach, zgodzili się naprawić nasz sprzęt już w połowie września (wiadomo, pierwsze dni po urlopie to czas na odpoczynek po długich sierpniowych podróżach). 

Dzisiaj odwiedziłam naszą przychodnię, tzw. CAP. Kolejka przez cała poczekalnię (to tu rzadkość), bo niestety niektóre mikroby, bakterie, wirusy nie zorientowały się, że to już sierpień i z chorobami to trzeba poczekać do września, optymalnie do drugiej połowy, kiedy służba zdrowia ogarnie się po męczących wakacjach. I kontuzje też mogłyby już poczekać do końca wakacji. 

Tak więc dyżurującą panią w rejestracji poprosiłam o wyznaczenie wizyty w celu dokonania obowiązkowych szczepień na moich latoroślach. Pani na mnie popatrzyła ze zdziwieniem: ale przecież w sierpniu nie ma pediatrów! Tu dodam, że zwykle wizyta u pediatry w przychodni publicznej w Barcelonie, w przeciwieństwie do Warszawy, nie wiąże się z długim procesem rezerwacji, poszukiwania terminów, miesięcznego oczekiwania na wizytę. Tutaj idę zamówić wizytę i pani zadaje tylko pytanie, do którego chcę lekarza, czy zaraz, czy może za godzinę. Klient nasz pan! Ale nie w sierpniu. 

Ostatecznie po negocjacjach i "po starej znajomości", w ramach wyjątku, pani zgodziła się zarezerwować nam wizytę na pierwsze dni września. Jestem jej za to bardzo wdzięczna, nie wiem tylko czy Maluchy docenią to w momencie, kiedy pielęgniarka wbije im strzykawkę ze szczepionkami... Ale dzięki sierpniowym wakacjom mają jeszcze chwilę wolnego przed zastrzykami.

Post opublikowany na stronie http://barcelonazdzieckiem.blox.pl 12 sierpnia 2013 roku

Komentarze