Oko w oko z "profesionalem"

Barcelona z dzieckiem


Czyli naprawy domowe po hiszpańsku...

Runda 1

Kiedy wkroczyliśmy do mieszkania wynajętego w Barcelonie właściciel poinformował nas, że przyjdzie jeszcze pan "profesional" w ramach zakończenia remontu. W umówionym dniu, o umówionej godzinie pojawił się pan właściciel, ale pana "złotej rączki" ani widu, ani słychu. Czekamy i nic.. Właściciel dzwoni, a pan mechanik mówi, że właśnie miał wypadek, ale od razu zaznacza, że nic się nie stało, ale musi czekać na lawetę na autostradzie, więc może by tak innego dnia... Wyjątkowo nie jest mi to na rękę, tłumaczenie pana specjalisty jest nieco niejasne, pan właściciel naciska też na wizytę w tym samym dniu i ostatecznie mechanik się zgadza. Bilans po wizycie: zmywarka jest podłączona, ale jak ciekła, tak cieknie, pralka podłączona, ale w pomieszczeniu, gdzie się znajduje, woda po kilku godzinach sięga kostek, a nasze lampy IKEA, model najprostszy, powieszone są do góry nogami, rzucając całe światło na sufit. 

Runda 2
Zamawiam podłączenie internetu u jednego z większych i renomowanych operatorów. Z montażystą jestem umówiona na wtorek na 12:00. Poniedziałek, godzina 12:15, pan montażysta dzwoni, że jest pod drzwiami. Jestem akurat na zakupach i mówię zdziwiona, że miało być następnego dnia, ale pan odpowiada, że jest dziś. Biegnę na złamanie karku. Instalacja trwa ponad cztery godziny, ale mam internet!

Runda 3 
Po dwóch tygodniach od podłączenia internetu wracamy po świętach do mieszkania. Sieci brak. Dzwonię na infolinię i przez pół godziny wykonuję polecenia, które wydaje mi automat: włącz modem do prądu, wyłącz z prądu, wciśnij guzik, przesuń pokrętło... I nie działa. Zostaję ostatecznie przełączona do pracownika infolinii, który ponownie każe mi wykonywać te same czynności. Nie działa. Przyślemy mechanika, ale jeśli awaria jest z twojej winy, zapłacisz 90 euro za konsultację. Przychodzi mechanik i stwierdza, że jest przecięty kabel gdzieś na strychu bloku. Jak się później okazuje, na klatce schodowej trwał remont (niekończący się...) i panowie przecięli kabel... Ale pan od internetu mówi, że to nawet nie do końca wina ekipy remontowej, bo kabel był źle założony przez montera...

Runda 4
Do cieknącej zmywarki i zalewającej okolicę pralki postanowiliśmy poszukać 'profesionala' na własną rękę, już z pominięciem właściciela mieszkania. Miał przyjść o 11:00. Godzina 11:50, telefon od pana, że ma opóźnienie (tyle już nawet sama zdążyłam zauważyć) i będzie tak może za godzinę, a może trochę później... Mam tylko nadzieję, że dzieci zdążę odebrać o 16:30... 
Niestety, o 14:30 pan zadzwonił, że może przyjść tak za pół godziny. Oj, już ja znam te pół godziny... Naprawa chwilowo odłożona, naczynia myję ręcznie, a wodę z pralki próbuję łapać do wiaderka. Chwilowo wygrywa pralka...

PS1 W mieszkaniu nie mieszkamy nawet jeszcze dwóch miesięcy...

PS2 I tak Barcelona jest wspaniała!

Komentarze