28.2.18

Zima w Barcelonie!

zima Barcelona


A jednak, zima dotarła i do Barcelony...

Wydawało się, że wiosnę mamy już zagwarantowaną (w weekend było 17 stopni), a jednak Barcelona wczoraj zupełnie zbielała... Śnieg w Katalonii to nie jest rzadkość, wysokich gór tu nie brakuje, tuż obok miasta góry Montseny wznoszą się do wysokości 1700 m npm, a troszkę dalej na północ są Pireneje wraz z doliną Val d'Aran, czyli biegunem zimna w Katalonii. Jednak w pasie nadmorskim śnieg pada bardzo rzadko, a zwłaszcza pod koniec lutego. 

I to nie jest tak, że Katalończycy zupełnie nie wiedzą, co robić, kiedy spadnie kilka płatków śniegu. Barcelona to nie tylko Las Ramblas i zupełnie płaskie nadmorskie promenady, ale miasto ma też spore dzielnice położone znacznie wyżej, a ulice często bardzo stromo wspinają się na zbocza pasma Collserola. Właśnie sprawdziłam, że Warszawa leży na wysokości 100 m npm, natomiast Tibidabo, najwyższy punkt w Barcelonie to 512 m npm. Poruszanie się po ośnieżonych drogach i chodnikach nie jest więc takie proste. Sporo też osób dojeżdża do Barcelony do szkoły i pracy z pobliskich miejscowości, które czasem położone są dość wysoko w górach.

Wczoraj zaczęło sypać wczesnym popołudniem i służby zaraz przystąpiły do działania. Od godziny 16-tej wprowadzono zakaz poruszania się ciężarówek po drogach publicznych, ze szkoły dostaliśmy o godzinie 15-tej informację, że dzieci można już zabierać do domu (normalnie lekcje trwają trochę dłużej), a wszystkie zajęcia pozalekcyjne zostały odwołane. Sporo dzieci dojeżdża do szkoły autobusami szkolnymi, dyrekcja chciała więc, aby rodzice jak najszybciej odebrali dzieci, a te z autobusów zapakowano do wcześniejszych kursów. Opowiadano nam, że rok temu w czasie podobnego ataku zimy autobus popołudniowy nie dotarł do szkoły, nie mógł nawet dojechać na taką wysokość, żeby dzieci bezpiecznie mogły do niego dojść. Uwięziona w szkole gromadka oczekiwała kilka godzin na rodziców, którzy brnęli przez śnieżycę z innych dzielnic. Zapas gorącej czekolady na stołówce uległ znacznej redukcji w tym czasie...

Tak więc w tym roku dzieci szybko i bezpiecznie wyszły ze szkoły, a popołudniu władze Katalonii zarządziły, że następnego dnia autobusy szkolne nie będą jeździć w całym regionie. Od rana dostawałam wiadomości na WhatsAppie, trwała gorąca debata wśród rodziców, czy wysyłać dzieci do szkoły. My na szczęście mamy blisko, więc nawet chwili się nie zastanawiałam (po dwutygodniowej chorobie dzieci matka pragnie chwili spokoju w domu...). Muszę przyznać, że w metrze było trochę więcej pasażerów niż zwykle, ale ulice były prawie puste. Barcelończycy, zgodnie z zaleceniami, zostawili samochody w domach (często pewnie zostali razem z pojazdami), tak więc korków nie było.

Wspomnę jeszcze, że atak zimy wypadł dokładnie w czasie trwania World Mobile Congress, czyli corocznych ogromnych targów telekomunikacyjnych. Impreza co roku przyciąga możnych tego świata w branży informatycznej, a hotele wypełnione są po brzegi. Barcelona dzielnie walczy o utrzymanie targów u siebie, ale ostatnie wydarzenia niepodległościowe nieco osłabiły jej pozycję, pojawiły się głosy, że może warto byłoby przenieść imprezę do bardziej stabilnego politycznie zakątka świata. W tym roku doszło do sporego zamieszania, bo na otwarcie targów przyjechał król Hiszpanii, żeby pokazać, że kraj popiera Barcelonę jako siedzibę kongresu, ale lokalne władze stwierdziły: ja obok króla się nie pokażę... i częściowo zbojkotowały otwarcie targów...

Kiedy jednak patrzę teraz na panów z identyfikatorami kongresu na szyjach, a przyodzianych tylko w same garnitury (kto zabiera kurtki nad Morze Śródziemne...), myślę sobie, że pogoda chyba jednak w tym roku nie pomaga w utrzymaniu targów w Katalonii...






zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

zima Barcelona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 BARCELONA Z DZIECKIEM , Blogger